Passo di Stalle

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Anterselva di Mezzo

Wysokość: 2052 metry n.p.m.

Przewyższenie: 808 metrów

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL

OPIS

Ostatnie trzy doby mieliśmy spędzić na włoskich kresach północnych. Na szosach wokół Brunico, do którego bardziej pasuje niemiecka nazwa Bruneck. W rejonie, który od blisko stulecia jest formalnie włoskim, lecz kulturowo pozostaje germański. Dość powiedzieć, że około 80% miejscowej ludności uważa język niemiecki za swój ojczysty. To zresztą lingwistyczna reguła na terenie Południowego Tyrolu, za wyjątkiem stolicy prowincji oraz paru gmin na południe od Bolzano. Brunico dało Italii wielu mistrzów w sportach zimowych, w tym czterech braci Huberów – medalistów IO i MŚ w saneczkarstwie. Urodził się tu również Hubert Pallhuber – mistrz świata MTB w wyścigu cross-country z roku 1997. Jeśli chodzi o kolarskie atrakcje to wokół nas było z czego wybierać. W zasięgu godzinnego dojazdu samochodem mieliśmy przynajmniej tuzin ciekawych podjazdów. Pośród nich kilka przełęczy położonych 2000 i więcej metrów n.p.m. Tym niemniej z uwagi na ograniczony czas naszego pobytu w tym miejscu nie mogliśmy odwiedzić ich wszystkich. Trzeba było się zdecydować na sześć spośród nich. Odpuściliśmy sobie dojazdy do Vipiteno czy Rio di Pusteria na zachodzie tego rejonu. Wybór padł na góry komunikacyjnie najbliższe naszym bazom noclegowym w Santo Stefano i San Martino in Badia. Oznaczało to dla nas dwie wycieczki na północ i północny-wschód od Brunico oraz jedną wyprawę na południe od tego miasta. Najtrudniejszy z finałowych etapów – ten z wspinaczką na Kronplatz – wpisaliśmy do naszego grafiku na sobotę. Przede wszystkim dlatego by w piątek nie zarzynać się na drugi dzień po ciężkim dla wszystkich odcinku czwartkowym. Z drugiej zaś strony nie chcieliśmy się przesadnie zmęczyć w niedzielę, bezpośrednio przed długą drogą powrotną do ojczystego kraju. Z dwojga północnych wypraw w piątek postawiliśmy na tą z dłuższymi dojazdami. Wynikiem tego rodzaju „strategicznych” kalkulacji do programu dziewiątego etapu weszły podjazdy pod Passo Stalle vel Staller Sattel (2052 m. n.p.m.) i Prato Piazza alias Platzwiesen (1993 m. n.p.m.). Wspinaczkę pod pierwsze z owych wzniesień można zacząć w Bagni di Salomone (niem. Bad Salomonsbrunn) na wysokości 1105 metrów n.p.m. lub nieco wyżej w Anterselva di Mezzo (niem. Antholz Mittertal) leżącej jakieś 1230 m. n.p.m.

Ponieważ ruszyliśmy w drogę dopiero wczesnym popołudniem wybraliśmy to drugie rozwiązanie. Od miejsca zbiórki w San Lorenzo di Sebato mieliśmy jeszcze do przejechania 24 kilometry. Najpierw na wschód wzdłuż Val Pusteria (niem. Pustertal) po krajówce SS49, a potem w górę Valle di Anterselva na drodze SP44. Na miejsce dotarliśmy kwadrans po trzynastej. Zatrzymaliśmy się u wrót do królestwa włoskiego biathlonu. Na terenie tej doliny co roku odbywają się zawody o Puchar Świata w tzw. dwuboju zimowym. Co więcej w minionych czterdziestu latach Anterselva aż sześciokrotnie organizowała Mistrzostwa Świata w tej profesji. Po raz ostatni miało to miejsce w 2007 roku. Warto przy tej okazji wspomnieć, że podczas czempionatu rozegranego w 1995 roku złoty medal w biegu indywidualnym na 20 kilometrów wywalczył tu nasz Tomasz Sikora, będący wtedy u progu swej długiej i bogatej kariery. Passo Stalle jak dotąd tylko raz wykorzystano na trasie wyścigu Dookoła Włoch. W dodatku zdobyta została od wschodniej czyli austriackiej strony. Stało się tak na czternastym etapie Giro z roku 1994. Ten wspominany już przeze mnie górski odcinek miał długość aż 235 kilometrów i wiódł z austriackiego Lienz przez przełęcze Stalle, Furcia, Erbe i Monte Giovo do mety w Merano. Etap wygrał Marco Pantani, zaś na pierwszej tego dnia premii górskiej najszybciej zameldował się jego starszy kolega z ekipy Carrera tzn. Claudio „Il Diablo” Chiappucci. Podjazd od włoskiej czyli południowo-zachodniej strony jest krótszy niż austriacki z Huben przez dolinę Defereggen, lecz wydaje się być trudniejszym z dwóch dróg na tą graniczną przełęcz. Według danych z „cyclingcols” startując z poziomu Anterselva di Mezzo mieliśmy do przejechania 12 kilometrów o średnim nachyleniu 6,7% i przewyższeniu 806 metrów. Przy tym ostatnie cztery kilometry o stromiźnie średnio 9, zaś maksymalnie ponad 13%. Ruszyliśmy kilka minut po wpół do drugiej. Początkowe 1600 metrów posłużyło nam za rozgrzewkę. Po tym łatwym wstępie trzeba się było zmierzyć z około 4-kilometrowym odcinkiem o średnim nachyleniu niemal 9 %. Podjazd prowadził tu szeroką doliną z długimi prostymi odcinkami lub co najwyżej szerokimi łukami. Dlatego owej stromizny gołym okiem nie było widać, acz dało się ją odczuć w nogach. Dokładnie po trzech kilometrach od startu minęliśmy wioskę Anterselva di Sopra. Nasz oddział dość szybko stopniał i na czele pozostało nas pięciu.

Na dojeździe do Biathlon Center Antholz (5,7 km) dwa mocne skoki oddał Adam. Czułem się na tyle dobrze, że mogłem poprowadzić pościg. Na wysokości Huber Alm prowadził Signore Kolarski z przewagą 5-10 sekund nad 4-osobową grupką, w której oprócz mnie byli jeszcze: Artur, Daniel i Darek. Rafał tracił do nas już przeszło trzy minuty, zaś Romek i Tomek niemal pięć. Na początku siódmego kilometra wjechaliśmy na płaski odcinek o długości 1900 metrów. Pełen turystów, którzy zawitali nad Lago di Anterselva. Drugi i zarazem finałowy segment wspinaczki zaczął się po przebyciu 7,9 kilometra. Stąd do przełęczy pozostawało nam jeszcze 4,5 kilometra po szosie o szerokości ledwie 2,5 metra. Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono tu ruch wahadłowy. Przejazd dozwolony jest tylko w godzinach od 6:00 do 22:00 i to na szczególnych zasadach. Otóż w pierwszej kwarcie każdej godziny można rozpocząć zjazd ku Valle di Anterselva, zaś w trzeciej podjazd ku przełęczy. Niemniej z tych regulacji zdaliśmy sobie sprawę dopiero na górze. Walka rozgorzała na całego, gdy na samym początku stromego odcinka ostro zaatakował Dario. Nikt nie był w stanie siąść mu na koło. Przyśpieszyłem na tyle by dogonić Daniela, który próbował złapać kontakt z Darkiem. Wkrótce jechałem już jako drugi kontrolując dystans dzielący mnie od lidera. Na finałowym odcinku było w sumie dziesięć wiraży i jeden krótki tunel o długości 45 metrów. W końcu na około kilometr przed finałem dogoniłem Darka. Do nas z kolei zaczął się zbliżać kontratakujący Adam. Dario rzucił hasło by odeprzeć ten atak. Ostatkiem sił jeszcze przyśpieszyłem i przez kilkaset metrów byłem nawet samotnym liderem. W samej końcówce minimalnie zwolniłem abyśmy razem dotarli do premii górskiej. Od startu do granicznej przełęczy przejechaliśmy 12,3 kilometra w czasie 51:31 czyli przy średniej prędkości 14,4 km/h. Na stravie znalazłem za to segment o długości 11,4 kilometra, który „przerobiliśmy” w 49 minut (avs. 14,0 km/h) z VAM na poziomie 962 m/h. Ten wynik daje nam obecnie 25-26 miejsce pośród 232 zarejestrowanych osób. Adam uzyskał czas 49:41 (poz. 32), Daniel 50:49 (poz. 39), zaś Artur 51:11 (poz. 41). Rafał zakończył swoją wspinaczkę w czasie 1h 00:51. Tymczasem Romka i Tomka spotkaliśmy dopiero na początku swego zjazdu. Koledzy wspinali się co prawda w czasie netto 1h 04:45. Niemniej dodatkowe 20 minut stracili jeszcze na „bramce” grzecznie czekając na włączenie się do ruchu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/376586373

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/376586373

ZDJĘCIA

Stalle_001

Zdjęcie 1 z 30