Colle di Tenda

Na zakończenie tej lipcowej wyprawy chcieliśmy dobić do południowego bieguna naszej dwutygodniowej podróży. Moim celem sportowym na 17 lipca była Colle di Tenda (1871 m. n.p.m.) czyli trzecia w ostatnich dniach przełęcz z pogranicza Włoch i Francji. Po jej zdobyciu mieliśmy zjechać ku riwierze i zanurzyć stopy w lazurowych wodach Morza Liguryjskiego. Przełęcz Tenda leży ledwie 60 kilometrów od wybrzeża Morza Śródziemnego. Oddziela włoskie Alpy Liguryjskie od francuskich Alp Nadmorskich, a ściślej dolinę Vermegnana na północy od doliny Roya na południu. Już za czasów Rzymskiej Republiki rozgraniczała ona tereny Galii Przedalpejskiej i Galii Narbońskiej. W średniowieczu przeprawiali się przez nią handlarze solą zmierzający do Piemontu oraz pielgrzymi z centrum Europy wędrujący ku Santiago de Compostela. Wokół widać ślady niespokojnej historii tego pogranicza. Nad Tendą góruje Fort Central, wybudowany przez Francuzów w latach 1877-1880 na wysokości 1908 m. n.p.m. Po koniec XIX wieku kilkaset metrów poniżej przełęczy wydrążono dwa tunele. Drogowy otwarto w 1882 roku, zaś kolejowy 16 lat później. Jednak dopiero po zakończeniu II Wojny Światowej owa przełęcz zaczęła bardziej łączyć niż dzielić oba wielkie narody. Stało się tak m.in. za sprawą największych wyścigów kolarskich czyli: Tour de France i Giro d’Italia.

Na trasie „Wielkiej Pętli” Colle di Tenda pojawiła się dwukrotnie w czasach gdy na szosach Europy dominowali Włoch Fausto Coppi i nieco później Francuz Jacques Anquetil. W obu przypadkach wspinano się na nią od strony włoskiej, lecz z konieczności tylko do poziomu granicznego tunelu czyli 1321 m. n.p.m. Ma on długość 3172 metrów i opada w kierunku południowym, by po francuskiej stronie wyjść na poziomie tylko 1280 m. n.p.m. Po raz pierwszy uczestnicy Touru przejechali przezeń w 1952 roku na etapie dwunastym z Sestriere do Monaco. Jako pierwszy na tej premii górskiej zameldował się Francuz Jean Robic. Był to dzień trzech Janków, albowiem dwie kolejne premie (Brouis i Castillon) zdobył jego rodak Jean Dotto, zaś czwartą górę (La Turbie) jak i sam etap wygrał Holender Jan Nolten. Z kolei w 1961 roku jedenasty odcinek z Turynu do Juan-les-Pins należał do dwóch Włochów. Wszystkie trzy premie górskie (Tenda, Brouis i Braus) wygrał Imerio Massignan, lecz na mecie etapu najszybszy z 19-osobowej grupki asów był Guido Carlesi. Jako drugi finiszował prowadzący niemal od początku wyścigu Anquetil. Tranzytem przejeżdżano tędy również podczas Giro. W 1961 roku od włoskiej strony na drugim etapie z Turynu do San Remo, zaś w 1998 roku od francuskiej strony na pierwszym etapie z Nicei do Cuneo. Za pierwszym razem premię górską wygrał Włoch Angelo Conterno, zaś etap Katalończyk Miguel Poblet. Natomiast u schyłku XX wieku pierwszy na górze był Włoch Marzio Bruseghin, zaś na mecie sprinterów uprzedził długim finiszem Mariano Piccoli.

Gdy trzeba się było przebić z Włoch do Francji czy w przeciwną stronę tunel był nieodzowny. Po francuskiej stronie asfalt kończy się bowiem właśnie na tym poziomie, zaś wyżej wiedzie już tylko szutrowa (kamienista) dróżka, którą „oswoić” można jedynie na rowerze górskim czy motorze crossowym. Co innego po włoskiej stronie. Niemal na samą przełęcz można tu dojechać po asfalcie o przyzwoitej jakości. W ostatniej dekadzie z tej możliwości dwukrotnie skorzystali organizatorzy Giro d’Italia, przy czym za pierwszym razem w niepełnym wymiarze. W 2002 roku zakończył się w tych stronach piąty etap Giro. Pierwszy na włoskiej ziemi po kilku dniach na szosach Holandii, Niemiec, Belgii, Luksemburga i Francji. Finisz tego odcinka wyznaczono w stacji narciarskiej Limone Piemonte 1400 położonej na terenie wioski Panice Soprana. Różnice na mecie były ledwie sekundowe. W odstępie minuty zmieściło się aż 29 kolarzy. Wygrał Włoch Stefano Garzelli przed Hiszpanem Santiago Perezem oraz swymi rodakami Gilberto Simonim i Francesco Casagrande. Zwycięzca kilka dni później został zdyskwalifikowany za stosowanie zakazanego środka probenecid, acz można dodać że jego trzej rywale też nie mieli czystej karty w swym sportowym życiu. Trzy lata później na siedemnastym etapie z Varazze do Colle di Tenda ścigano się do samej granicy czyli poziomu 1795 m. n.p.m. Etap wygrał Ivan Basso z przewagą 1:06 nad Wenezuelczykiem Jose Rujano i Simonim. Lider Paolo Savoldelli był siódmy ze stratą 1:48. Najgorzej z grona kandydatów do generalnego podium wypadł Danilo Di Luca – szesnasty ze stratą 2:49.

ZDJĘCIA

VERNANTE

Zdjęcie 1 z 5