DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: SS 301
Wysokość: 1941 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 624 metry
Długość: 9,1 kilometra
Średnie nachylenie: 6,9 %
Maksymalne nachylenie: 9,5 %
PROFIL
OPIS
Według naszego podręcznika podjazd pod Torri di Fraele (1941 m. n.p.m.) zaczyna się w Premadio i liczy sobie 10 kilometrów z przewyższeniem 692 metrów czyli o średnim nachyleniu 6,9 % przy max. 9,5 %. My jednak startowaliśmy z poziomu drogi krajowej SS301 przy Chiesa Madonna della Pieta. Tym samym nasza wspinaczka miała mieć tylko 9,1 kilometra o amplitudzie 624 metrów. Góra ta nie została dotąd odkryta przez Giro d’Italia, lecz sprawdziły ją panie na trasie ósmego etapu Giro Donne (dziś Giro Rosa) z sezonu 2011. Blisko 90-kilometrowy etap z Teglio wygrała Angielka Emma Pooley, która wraz z liderującą w tym wyścigu Holenderką Marianne Vos zdystansowała trzecią na mecie Australijkę Ruth Corset o 1:29. Wystartowaliśmy o 16:55 przy wciąż przyjemnej temperaturze 19 stopni. Po pierwszych 400 metrach trzeba było skręcić w prawo i wjechać na drogę wojskową Strada Militare Fior d’Alpe Cancano. Prowadzi ona w dużej mierze wzdłuż granic Parco Nazionale dello Stelvio. Do połowy drugiego kilometra droga jest kręta, wije się przez cztery wiraże. Potem przez trzy kilometry wiedzie niemal prosto w kierunku północno-wschodnim. Pierwsza połowa wzniesienia jest trudniejsza i ma średnie nachylenie 7,5 %. Druga „połówka” jest nieco łatwiejsza, ale za to bardziej widowiskowa. Po przejechaniu 4,8 kilometra zaczęliśmy się kręcić po tutejszych serpentynach. Jest ich w sumie siedemnaście na dystansie ledwie 3700 metrów co daje zmianę kierunku jazdy średnio co 220 metrów! Karuzela skończyła się w połowie dziewiątego kilometra. Na ostatnich trzystu metrach przejeżdża się przez dwa ciemne tunele, stąd widoczną do dziś linię mety z Giro Donne 2011 wyznaczono przed wjazdem do pierwszego z nich. Wspinaczka kończy się w cieniu dwóch historycznych wież, które niegdyś strzegły kupieckiego szlaku Via Imperiale di Alemagna. Dalej w kierunku jezior Cancano i San Giacomo wiedzie już tylko ponoć dobrej jakości droga szutrowa. Na pokonanie tego 9-kilometrowego wzniesienia potrzebowałem 39:52 (avs. 13,6 km/h). Najdłuższy odcinek policzony na „stravie” obejmuje 8,5 kilometra (między 0,4 a 8,9 km od naszego startu). Ten fragment przejechałem w 38:25 co daje mi 174 miejsce w peletonie liczącym 1341 osób. Tomek z wynikiem 38:23 sklasyfikowany jest dwie lokaty wyżej. Tymczasem rekordzista wykręcił tu czas 27:05. Parę godzin przed nami wdrapał się tu jeszcze Adam, który tego dnia zdobył też stację Bormio-2000 w towarzystwie Borysa. Do mety w Bormio pozostało nam tylko 14 kilometrów. Do samochodów zjechaliśmy tuż przed 18:30 po pokonaniu 106 kilometrów o łącznym przewyższeniu 3157 metrów. Tym samym dla mnie był to najdłuższy i zarazem najtrudniejszy etap całej podróży.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/182313596
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182313596
ZDJĘCIA

