W czwartkowe przedpołudnie wyruszyliśmy na pierwszą z trzech zaplanowanych przejażdżek po Środkowych Pirenejach. Na pierwszy rzut poszły przełęcze najbliższe naszej bazy noclegowej czyli: Col du Tourmalet (2115 m. n.p.m.) i Col d’Aspin (1489 m. n.p.m.). Na rozgrzewkę czekał nas 12-kilometrowy dojazd przez Campan do Sainte-Marie-de-Campan i już na tym odcinku trzeba było pokonać różnice wzniesień rzędu 300 metrów. W Saint-Marie droga rozchodzi się w dwóch kierunkach tzn. na południowy-wschód ku przełęczy Aspin i na południowy-zachód ku przełęczy Tourmalet. Podjęliśmy ostrożną decyzję, aby korzystając ze swej świeżości trudniejszą przełęcz wziąć na początek. Tym samym „na dzień dobry” w Pirenejach czekał nas bodaj najbardziej legendarny i jeden z najtrudniejszych podjazdów w tym łańcuchu górskim. Tourmalet to też chyba najpopularniejszy podjazd w historii „Wielkiej Pętli” jako, że począwszy do 1910 roku uczestnicy wyścigu jechali przez tą przełęcz aż 75 razy! Na dobrą sprawę podjazd zaczął się jeszcze przed Sainte-Marie-de-Campan, zaś od tej miejscowości czekało nas jeszcze niemal 17 kilometrów do szczytu. Pierwsze 5 kilometrów „wschodniej ściany” Tourmalet są łagodne o średnim nachyleniu poniżej 5%. Podjazd zaczyna się na dobre i na złe za wioską Gripp, albowiem na ostatnich 12 kilometrach trzeba pokonać przewyższenie rzędu 1070 metrów co oznacza średnią stromiznę blisko 9%.
Od tego miejsca góra już ani na moment nie odpuszcza wiedzie konsekwentnie najpierw ku znanym widzom Eurosportu długim galeriom chroniącym drogę przed lawinami, zaś następnie na około 4 kilometry przed szczytem przez stację narciarską La Mongie. Jechało mi się znakomicie. Od początku stromizny przez cały czas na przełożeniu 39 x 24, a za wspomnianym La Mongie dostałem jakby wiatru w plecy, bowiem byłem jeszcze w stanie nieco przyspieszyć. Mój czas pod Tourmalet czyli 1h 09:30 oznaczał wykręcenie średniej około 14,6 km/h. Na szczycie zadbaliśmy o swe kolarskie skalpy czyli zdjęcia w najbardziej stosownych miejscach czyli pod tablicami czy na tle pomników i słynnej restauracji. Jeden ze wspomnianych pomników poświęcony jest pamięci zmarłego w grudniu 2000 roku Jacquesa Goddet – drugiego z historycznych ojców Tour de France. Widoki z tej przełęczy tak na wschód jak i zachód zapierają dech w piersi. Dla nas szosowców przełęcz Tourmalet była kresem wspinaczki, lecz kolarze MTB mogliby się z tego miejsca pokusić o podjechanie dalszych 6 kilometrów kamienistym szlakiem wiodącym do obserwatorium wybudowanego na wysokości 2637 m. n.p.m. tuż pod szczytem góry Pic du Midi de Bigorre.
ZDJĘCIA

