Val Tartano

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Torraccia

Wysokość: 1328 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1071 metrów

Długość: 17,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,2 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

OPIS

W sobotni poranek wstaliśmy około siódmej. W zasadzie zostaliśmy zbudzeni. Oto po pełnej przygód podróży z jednym przymusowym pit-stopem do spokojnego Bianzone nadjechał drugi oddział trójmiejskich cyklistów. Borys, Adam i Tomek po dotarciu do bazy zaparkowali swe auto zastępcze w garażu i rozpakowali się w naszym tymczasowym lokalu. Po bardzo męczącym i nerwowym transferze zasługiwali na kilka godzin odpoczynku. Dlatego niebawem poszli się zdrzemnąć. Dopiero po kilku godzinach byli gotowi przejechać swój pierwszy etap na lombardzkiej ziemi. Wyjechali z domu około 15:30 i ruszyli naszym wczorajszym szlakiem w kierunku Passo dell’Aprica. Jako, że mieli więcej czasu niż my w piątkowe popołudnie w połowie zjazdu z tej stacji narciarskiej odbili jeszcze na stromy podjazd pod Valico San Cristina (1427 m. n.p.m.). Ta wspinaczka o długości 6,8 kilometra i średnim nachyleniu 9,5 % (max. 16 %) dała im przedsmak tego co miało nas czekać na drogach Valtelliny. Podczas gdy nasi kompani spoczywali w objęciach Morfeusza my rozpoczęliśmy przygotowania do swego drugiego etapu. Zgodnie z planem mieliśmy zacząć zwiedzenie tej doliny od jej zachodnich krańców czyli tzw. Bassa Valtellina. Niestety już z rana pogoda była niewyraźna, zaś im bliżej południa tym bardziej niebo nad całą okolicą zaczęło pokrywać się ciemnymi chmurami. Były one na tyle gęste, że chowały się za nimi wierzchołki pobliskich gór. Wkrótce zaczęło padać. Niemniej nie po to przyjechaliśmy do Włoch by poddawać się kaprysom pogody. Całe to pogodowe nieszczęście zdawało się nadchodzić od zachodu. W następnych dniach to meteorologiczne zjawisko okazało się być lokalną regułą. Czarne lub stalowoszare chmury znad Lago di Como oznaczały rychły deszcz nad naszymi głowami w środkowej części doliny. Stwierdziliśmy, iż nie ma co czekać na to aż rozpada się i u nas. Uznaliśmy, że skoro aura najwcześniej popsuła się na zachodzie to też i tam najwcześniej się ona poprawi. Kierowani tym przeczuciem około południa ruszyliśmy w drogę. Chciałoby się rzec w paszczę lwa czyli w stronę najgorszej ulewy.

Wyjechaliśmy do Morbegno mając do pokonania dystans 47 kilometrów czyli około 50 minut jazdy. To obecnie 12-tysięczne miasteczko powstało u ujścia potoku Bitto do rzeki Adda u zbiegu dwóch bocznych dolin czyli Valle del Bitto di Gerola oraz Valle del Bitto di Albaredo. Potok Bitto dał swą nazwę również słynnemu lombardzkiemu serowi, który jest produkowany tylko latem i który ponoć jako jedyny w świecie może być sezonowany przez dobre dziesięć lat. Miasto kilkakrotnie gościło wyścig Dookoła Włoch, acz najczęściej bywała to jedynie znajomość przelotna. To znaczy peleton Giro przemykał po uliczkach tej miejscowości bezpośrednio po zjeździe z pobliskiej przełęczy św. Marka lub też przed rozpoczęciem ponad 25-kilometrowej wspinaczki na nią. W samym Morbegno „La corsa rosa” finiszowała tylko raz. Miało to miejsce w 1991 roku na etapie czternastym, który wystartował z Turynu. Tego dnia tuż przed trzema z rzędu górskimi odcinkami peleton odpuścił 4-osobową grupkę harcowników. Spośród nich najmocniejszy okazał się Włoch Franco Ballerini. Toskańczyk jako kolarz zasłynął dzięki dwóm zwycięstwom w klasyku Paryż – Roubaix (1995 i 1998). Po zakończeniu kariery sportowej został selekcjonerem włoskiej reprezentacji i w pierwszej dekadzie XXI wieku poprowadził ją do czterech tęczowych koszulek i olimpijskiego złota na Igrzyskach w Atenach. W latach 2009 i 2011 Morbegno pełniło też rolę wioski startowej. Z samego miasta mogliśmy zaatakować dwa ciekawe podjazdy. To znaczy wjechać na Passo San Marco (1985 m. n.p.m.) lub dotrzeć do stacji narciarskiej Pescegallo (1454 m. n.p.m.). Ta pierwsza, jakkolwiek wielce atrakcyjna, nie była moim celem. Zdobyłem ją już bowiem podczas wyprawy z czerwca 2008 roku. Tym niemniej gorąco zarekomendowałem ją obu swoim kompanom. Ponieważ w mieście wciąż padało uznaliśmy, iż bezpieczniej będzie zacząć nasz drugi etap od wspinaczki pod nieco niższą górę czyli pobliskie Val Tartano. Przełęcz wieńcząca tą dolinę wysoko pomiędzy szczytami pasma Alpi Orobie znajduje się na wysokości 2108 m. n.p.m., lecz asfaltowa droga kończy się na wysokości 1328 metrów n.p.m.

Podjazd w głąb Val Tartano zaczyna się siedem kilometrów na wschód od Morbegno. Aby dotrzeć do podnóża tego podjazdu należy wjechać na równoległą do SS38 drogę prowincjonalną SP 16 Orobica. Zaparkowaliśmy na jej skraju, jakieś kilkaset metrów przed początkiem prowadzącej w górę doliny drogi SP 11. Wznieśliśmy oczy ku niebiosom i gdy tylko dostrzegliśmy pierwszy ślady przejaśnienia zaczęliśmy szykować się do jazdy. Wystartowaliśmy o wpół do drugiej. Czekał nas podjazd o długości 17,3 kilometra i przewyższeniu 1071 metrów przy średnim nachyleniu 6,2 %. W praktyce wzniesienie to składa się z dwóch wyraźnie różnych części. Pierwsze 10,4 kilometra prowadzące do leżącej na wysokości 1049 m. n.p.m. wioski Campo Tartano ma nachylenie 7,5 %. Z kolei odcinek powyżej tej miejscowości o długości 6,9 kilometra ma średnio tylko 4 %. Początek podjazdu wije się zakosami po zboczu wzniesienia Crap del Mezodi (1040 m. n.p.m.). Na odcinku około siedmiu kilometrów wiraży jest w sumie dziesięć. Pierwszy mija się po przejechaniu 800 metrów, zaś ostatni z nich po przebyciu 7,2 kilometra od startu. Dwa kolejne wiraże położone są na kilkaset metrów przed Campo Tartano. W kilku miejscach stromizna podjazdu sięga 10 i 11 %. Najtrudniejsze są fragmenty w połowie szóstego i na początku jedenastego kilometra. W dolnej części wzniesienia mieliśmy wspaniały widok na dolną część Valtelliny i północny kraniec Lago di Como. Podjazd cały czas wiedzie wzdłuż prawego brzegu potoku Tartano. W drugiej części wzniesienia nie brakowało odcinków niemal płaskich np. na trzynastym, a także w drugiej połowie czternastego kilometra. Ostatnią większą miejscowością na szlaku jest Tartano (14,7 km). Po krótkim zjeździe pozostaje jeszcze do przejechania 2400 metrów. Momentami trzeba się było jeszcze trochę wysilić. W pierwszej połowie szesnastego kilometra droga miała nachylenie 7,3 %, zaś na ostatnich trzystu metrach nawet 8 %. Niemal cały podjazd przejechałem na solo. Do końca asfaltu dobiłem w czasie 1h 02:18 (avs. 16,7 km/h). Z czego niemal dokładnie 41 minut zajęło mi przejechanie trudniejszego odcinka od startu do Campo Tartano. Do połowy jedenastego kilometra jechałem więc z przeciętną prędkością 15,2 km/h. Poczekałem na przyjazd kolegów. Dario znów wiernie asystował Danielowi. Na zjeździe tym razem było spokojnie. Do samochodu zjechaliśmy kilka minut po szesnastej.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182311908

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182311908

ZDJĘCIA

Val Tartano_001

Zdjęcie 1 z 30